z cyklu • SAMORZĄD • AAA!... COŚ ŚMIERDZI KOŁO KOŚCIUSZKI (NR 29) 10.02.2014Paweł Sieger W samym centrum Radzymina jest placyk, przy placyku stoi budynek, a w budynku pod światłym przewodnictwem Burmistrza w trudzie i znoju o lepszą przyszłość walczą urzędnicy. Sam placyk, jak przystało na centralny punkt miasta o kilkusetletniej historii, robi oczywiście za parking, którego z wysokości cokołu dogląda cieć w czapce maciejówce. Ni wyżyna, ni nizina,
Ni krzywizna, ni równina -
Taka gmina.
Ani piasek, ani glina,
Tylko lasek i olszyna -
Taka gmina.
Nie można się jednak na takie rozplanowanie przestrzeni publicznej zżymać, jeśli przypomnimy sobie, że w Warszawie podobną funkcję pełni Marszałek Piłsudski przy Placu Zwycięstwa, niegdyś znanym pod nazwą Adolf-Hitler-Platz. Ot, taka mała polska specjalność - twórcze i bardzo interesujące łączenie przeszłości z teraźniejszością.
Można nawet rzec, że radzymińska wizytówka, czyli Kościuszko-Platz, jest swoistą alegorią Miasta i Gminy Cudu: trochę przeszłości w postaci narodowego bohatera, liszajowate fasady kamieniczek z jednej strony, dumnie wznoszące się ponad miastem kościelne wieże z drugiej, a w środku "chonorowy" Burmistrz zajęty organizowaniem "interesujących" przetargów, konkursów i uchwał oraz składaniem kolejnych obietnic [także na papierze] - a więc w czystej postaci zlewanie, niekompetencja, nieudacznictwo i brak jakiejkolwiek wizji owinięte w patriotyczno-kościelne szatki. A wszystko by przed wzrokiem wścibskim ukryć realizację lokalnej wersji programu "rodzina na swoim".
Czas na małą dygresję:
Podobno w telewizji najlepiej "chodzą" tasiemcowate seriale - o lekarzach, dzielnych policjantach i jeszcze dzielniejszych partyzantach, priwislanskich złotych familiach, czy kiepskich i patologicznych polskich rodzinach. Podobno tak właśnie jest.
Podobno.
Koniec małej dygresji.
Podejrzewam, że właśnie tej medialnej modzie Radzymin zawdzięcza powstanie swojej własnej serialowej produkcji - uchwały w sprawie ulicy Kredytowej.
W ramach wstępu ciekawostkowa zagadka matematyczna:
Oblicz ile kosztuje utwardzenie około 100 metrów ulicy w centrum miasta jeśli:
a] utwardzenie 300 metrów gminnej ulicy na wsi kosztowało trochę ponad 20.000,00 złotych
b] budowa ok. 150 metrów drogi do Mennicy kosztowało 150.000,00 złotych [bez VAT].
Oczywiście, ponieważ w punkcie a i b nie zostały podane precyzyjne dane, to wynik musi być w przybliżeniu. Dlatego by zbytnio miłośników królowej nauk nie męczyć sam odpowiadam. Ale żeby jednak nie było tak, że ta część artykułu to podłe kalumnie i oszczerstwa skorzystamy z nieocenionej pomocy i fachowej wiedzy rzeczoznawcy, która [tak, tak - to kobieta; i jeszcze będzie o niej mowa] stwierdziła, że wartość odtworzeniowa ok. 100 metrów owej ulicy w centrum miasta [przypominam - tylko utwardzonej] to prawie 130.000,00 złotych. Tak więc odpowiedź na matematyczną zagadkę jest następująca:
W centrum Radzymina utwardzenie drogi kosztuje tyle ile drogi wybudowanie na radzymińskich kresach. Jaki z tego wniosek? Że w Radzyminie nie należy budować dróg, tylko je utwardzać? Nie! W Radzyminie utwardzanie dróg [niektórych] jest bardzo drogie, dlatego należy je tylko budować.
Oczywiście pojawia się jeszcze kilka innych możliwości:
1. Utwardzenie wiejskiej drogi zostało wykonane w sposób skandaliczny [dziura na dziurze i fakt, że uszkodziłem tam zawieszenie zdają się potwierdzać takie przypuszczenie];
2. Budowa drogi do Mennicy została wykonana za śmiesznie małe pieniądze i wszyscy powinniśmy się z tego cieszyć;
3. Utwardzenie ul. Kredytowej to jakiś przekręt i ktoś próbuje przewalić budżet Radzymina na kaskę;
4. Utwardzenie ul. Kredytowej było w rzeczywistości budową drogi, co - w związku z tym, że pozwolenia na budowę nie było - jest złamaniem prawa [w tym miejscu jeszcze jedna ciekawa informacja: całe to "utwardzanie" ulicy Kredytowej zajęło raptem tydzień, a więc szkoda, że model robiący za byłego ministra od struktury i zegarków nie wiedział, że istnieją w kraju nad Wisłą tacy specjaliści, bo gdyby wiedział już dawno cała Polska przykryta byłaby grubą warstwą nakładki asfaltobetonowej...]
5. Wybudowana droga do Mennicy nie jest drogą tylko drogi utwardzeniem [a Gmina wyskoczyła z kaski na "budowę" a nie "utwardzenie"].
Osobną sprawą jest fakt, że właściciel "utwardzonej" ulicy Kredytowej próbuje z Gminy wziąć kaskę za coś co powinien zrobić i tak i tak [bo tak stanowi tzw. "prawo"], zaś Burmistrz zamiast zmusić gościa by robił co musi, podrzuca "Szanownym Rajcom" projekt uchwały [trzy razy podrzuca], na której Gmina może stracić 100.000,00. Albo i więcej.
Niestety - dla Burmistrza i Jego albo Jego urzędników ustaleń / zobowiązań - "Szanowni Rajcowie" jakoś się jednak opierają [szacun ludzie! szacun!] i pokręcona uchwała co i rusz spada z kolejnych sesji. Ale raczej możemy być pewni, że wróci i odrodzi się jako ten Feniks z tych tam ptasich odchodów. W ten, albo inny sposób.
Gdyby jednak ktoś myślał, że to przypadek odosobniony, to śpieszę donieść i wyjaśnić, że nie. Już wcześniej Gmina wyskakiwała z kaski za coś co jej się należało jak Jarosławowi Wspaniałemu uwielbienie, białozębnemu Donaldu miłość dozgonna, albo miłośnikowi cór Koryntu trzecia godzina gratis. Tak było choćby w przypadku ponad miliona złotych wybulonych na ul. Falandysza, chociaż - jako żywo - obowiązek budowy spoczywał na inwestorach tworzących okoliczne budynki wielorodzinne. A nawet gdyby ktoś się jednak upierał, że obowiązku nie było, to można sięgnąć do doświadczeń [prawie sąsiedniej] Gminy Ząbki, żeby wiedzieć jak zmusić różnych "inwestorów" do płacenia.
W normalnym kraju konsekwencje dla ludzi odpowiedzialnych za marnowanie publicznych pieniędzy są raczej surowe, ale Najjaśniejsza i Odrodzona normalnym krajem nie jest, chociaż - niewątpliwie - może być interesującym obiektem badań dla różnych zboczeńców spod znaku socjologii, psychologii i psychiatrii. Czy Gmina Cudu ma szansę stać się wyspą normalności, gdzie wreszcie nie będzie miejsca na geszeft, kumoterstwo i rodzinne układy zdecyduje się za niespełna rok przy wyborczych urnach. Oraz w gabinetach przedstawicieli organów ścigania, którzy może odzyskają wzrok i się wreszcie dopatrzą tego co każdy nieślepy widzi.
Zostawmy "drogę przy inwestycji niedrogowej" [swoją "drogą" cały ten deal nosi nazwę "ulica Kredytowa" - nomen omen...], bo nie chodzi tylko o tę. I nie chodzi tylko o drogi.
Teraz następuje gwałtowna zmiana akcji i na scenę wchodzą kolejne postacie radzymińskiej tragifarsy.
Niespełna pięć lat temu radni ["Szacowni Rajcowie" jak mawia Zbigniew Burmistrz Piotrowski] uchwalili stawkę opłaty adiacenckiej z tytułu dokonania podziału nieruchomości [w tym miejscu uwaga: osobiście uważam, że idea by nakładać na ludzi obowiązek płacenia za to tylko, że podzieli swoją własność jest totalnie idiotyczna]. Do dziś jednak "Szacowni Rajcowie" nie uchwalili stawki opłaty adiacenckiej z tytułu budowy infrastruktury technicznej [a teraz druga uwaga: uważam, że taka opłata powinna istnieć, ale zróżnicowana - dla płacących podatki w gminie niższa, dla niepłacących podatków w gminie znacząco wyższa].
Na podstawie różnych tzw. przepisów rozliczenie opłaty adiacenckiej nie musi się dobywać w formie pieniężnej - zamiast brać kasę gmina może wziąć grunt. Dla każdego w miarę normalnego i czasami myślącego człowieka jasne jest, że - teoretycznie i niezależnie od tego czy bierze się jako opłatę adiacencką kasą czy grunt - chodzi o to by gmina nie tylko nie traciła, ale by coś zarabiała.
Tak? Hm...
A co się dzieje w Radzyminie?
Sytuację w Radzyminie zilustrujemy przykładem:
Ktoś, gdzieś podzielił ziemię; w wyniku podziału powstało między innymi coś na kształt drogi wewnętrznej [marne trzysta kilkadziesiąt metrów kwadratowych], czyli taka sobie osiedlóweczka; jedynymi, którzy będą z niej korzystać są mieszkańcy kilku okolicznych domków, które kiedyś pewnie powstaną; ani nie łączy osiedlóweczka ważnych dróg gminnych, ani nie jest niezbędna by móc skomunikować odcięte od świata gminne tereny - najzwyczajniej w świecie nikomu, poza kilkoma osobami, nie jest droga do niczego potrzebna. Ale podział się dokonał i opłatę adiacencką trzeba naliczyć i pobrać. Na zlecenie Gminy Cudu profesjonalna rzeczoznawca wyceniła, oszacowała i podliczyła [dla pełnej jasności - to ta sama osoba, która oceniała i wyliczała ulicę Kredytową] w efekcie czego objawił się - cytując klasyka myśli narodowo-socjalistycznej - porażający wynik skomplikowanych działań: Gminie Radzymin należą się cztery tysie z tytułu opłaty adiacenckiej [osobny temat to ciekawe wyceny profesjonalnej rzeczoznawcy, ale do tego wrócę w kolejnym tekście; na teraz tylko drobna informacja: według Szanownej Pani Rzeczoznawcy ziemia budowlana i uzbrojona w Nadmie, Słupnie i okolicach jest warta jakieś 70,00 złotych za metr kwadratowy... Jak jest - podzwońcie, zapytajcie, sprawdźcie... według przesłanych mi ofert jest to minimum 160,00, ale...].
Wracamy do narracji:
Hm... - zadumał się Burmistrz, gdy temat się rozkminił.
Hm... - zadumał się właściciel, który musi gigantyczną i horrendalną daninę złożyć.
Hm... - zadumała się profesjonalna radca prawny Ż. dbająca by wszystko było w najlepszym pożontku.
Hm... - zadumał się Stirlitz.
Pomyśleli, pomyśleli i uradzili - Gmina Radzymin nie weźmie czterech tysi, Gmina Radzymin weźmie... osiedlóweczkę.
I w ten sposób Radzyminowi przybyła nowa gminna droga.
Oraz zysk ujemny.
I teraz następuje wyjaśnienie [to ze szczególnym uwzględnieniem wyjątkowych walorów intelektualnych "Szanownej Rajczyni" Wołynko]:
Niewątpliwie takie działanie, czyli zgoda na rozliczenie opłaty adiacenckiej w naturze, podyktowane było burmistrzowską troską o stabilność psychiczną właściciela gruntu oraz [dodatkowo] wyjątkowo korzystną sytuacją finansową Gminy. No bo czym innym? Przecież nie jakimiś niecnymi, niehonorowymi, podłymi układami...
Dlaczego więc sprawa śmierdzi na kilometr, albo i dwa?
Otóż, gdyby osiedlóweczka była cały czas w prywatnych rękach, to za jej utrzymanie odpowiadałby prywatny właściciel - musiałby naprawiać, odśnieżać, finansowałby uzbrajanie i rozbrajanie. Trochę by go to kosztowało, ale miałby tę radochę, że żaden cieć malinowy nie wjechałby bez zaproszenia - prywatne, więc wara. A w kasie Gminy przybyłyby cztery tysie.
Jest jednak inaczej - w kasie czterech tysi nie ma, ale jest za to: obowiązek odśnieżania [koszt], uzbrajania i rozbrajania [koszt], modernizowania [koszt], utwardzania i rozmiękczania [koszt]. Same koszty.
Pytam więc: czy taki deal miał sens? I kto, oprócz właściciela, który podrzucił Gminie śmierdzące jajo, na tym zarobił? I żeby wszystko było jasne - szacun dla właściciela za inicjatywę, pomysłowość i skuteczność.
Jaki więc Gmina miała interes w zrobieniu takiego dealu? A może inaczej: jaki interes miał Burmistrz - czy kto tam przygotował odpowiednią uchwałę - w zrobieniu takiego dealu?
Ani strażak, ani glina
Tylko belfer i rodzina -
Taka gmina
Żaden honor, tylko "mina"
To nie hotel, lecz melina -
Taka gmina
I to może być wyjaśnienie tego i wszystkich innych dziwnych wydarzeń w Gminie Cudu i Jana Pawła II.
A teraz z zupełnie innej beczki:
Jest w Urzędzie osoba wyjątkowo kompetentna - fajna blondyneczka w okularkach, robiąca za Kierownika / Kierowniczkę Referatu Geodezji i Gospodarki Gruntami - która działając z upoważnienia Zbigniewa Burmistrza Piotrowskiego regularnie mnie informuje w związku z pytaniami i zapytaniami, które "ze swej strony" regularnie do Urzędu wysyłam.
Dzięki Niej dowiedziałem się, że Urząd "zasadniczo" nie ma wiedzy czym dysponuje [chodzi o majątek nieruchomościowy] a pytania o to czym dysponuje wymagają uzasadnienia jaki to ważny interes społeczny skrywa się [niecnie] za moimi wrednymi pytaniami.
Teraz wyjaśnienie:
Każdy może zadać jakiemukolwiek urzędowi pytanie a urząd musi odpowiedzieć. Jeśli jednak odpowiedź to informacja przetworzona, wtedy taki "inkryminowany" urząd może zażądać uzasadnienia: jaki interes, chłopie, społeczny się za tym kryje. Chłop wyłuszcza jaki i gdzie ma interes a urząd decyduje, czy chłop ma odpowiedni interes.
I to się nazywa radzymińska po c... sprawa.
Wyjścia są dwa: bawić się z urzędem w "kto ma fajniejszy interes", albo zatrudnić niezależnego rozjemcę. Np. jakiegoś transparentnego prokuratora. Transparentnego, czyli w żaden sposób niezwiązanego z Radzyminem.
Ponieważ z zabaw w fajniejszy interes wyrosłem jakoś tak w czasach "bohaterskiego generała, który uchronił Nasz przed Sowietami", to postanowiłem na stare lata poprosić o pomoc transparentnego rozjemcę. Niezwiązanego z Radzyminem.
O efektach poinformuję.
A na zakończenie:
Płacze dzieciak, wyje psina,
Gdzieś ktoś kogoś czymś zarzyna -
Taka Gmina
Jaki powód, czyja wina
Czy to skutek, czy przyczyna -
Taka Gmina
Tylko urżnąć się na chrzcinach
I wziąć zwiać do Wołomina -
Taka Gmina
I zobaczymy, czy nad Burmistrzem Radzymina wciąż rozpięty jest parasol ochronny i kolejny rok tkwić będziemy w beznadziei fundowanej przez intelektualnie i / lub moralnie koślawych.
Taka Gmina Radzymin...
 | Omawiany fragment dokumentu | P.S.
Drobne uzupełnienie, które powstaje na świeżo po powrocie z sesji Rady Gminy [o której to sesji mowa gdzieś tu obok/ wyżej/ niżej]:
Miałem okazję dwukrotnie zabrać głos - w obu przypadkach sprawa dotyczyła majątku Burmistrza oraz sposobu zarządzania gminnym majątkiem. Za pierwszym razem pretekstem były gminne drogi, za drugim dyskusja o finansowaniu / tworzeniu / budowaniu lokali komunalnych z pieniędzy uzyskiwanych ze sprzedaży gminnego majątku. W obu przypadkach wykorzystałem oficjalny dokument wytworzony przez Głównego Winowajcę w Naszym Otoczeniu:
http://bip.radzymin.pl/upload/ra_20130618_oswiadczenie_ZPiotrowski.pdf
Zależało mi by "Szanowni Rajcowie" zmusili neuroprzekaźniki na synapsach do wydajniejszej pracy zastanawiając się nad takimi oto problemami:
Dlaczego Gmina kupuje grunty pod drogi, albo i same drogi, po zawyżonych cenach [odpowiednie uchwały przygotowują urzędnicy, nad którymi kontrolę sprawuje Główny Winowajca i za których pracę jest w pełni odpowiedzialny], skoro 1 metr kwadratowy drogi [piszę bez skotów by nawet "Szanowna Rajczyni" Wołynko miała okazję zrozumieć o co kaman, chociaż - podejrzewam - szansa na to niewielka] jest wart 1 złoty a przejęcie niewielkiej drogi wewnętrznej [np. w ramach rozliczenia opłaty adiacenckiej - o tym w tekście wcześniej] generuje tylko koszty. I tutaj uwaga: możliwe, że droga, o której w swym oświadczeniu pisze Burmistrz warta jest jednak 13 złotych... tylko co zrobić z wartością gruntu pod domem i wokół [zapis z "Oświadczenia"], który jest wart... 12,66 złotych, czyli mniej niż droga? Czy to jest 1, czy 13 złotych - mało ważne, bo i tak daleko do ponad 70 złotych za m kw. ul. Jaśminowej, i grubo ponad 100 za 1m kw. ul. Kredytowej.
Oraz drugi problem:
Jakim cudem prawie pięćdziesięciotrzymetrowe mieszkanie [dokładnie 52,78 m kw.], którego właścicielem jest Burmistrz jest warte 35 tysięcy złotych [słownie: trzydzieści pięć tysięcy]?
Wbrew pozorom to całkiem poważna sprawa, której clou sprowadza się do jednego - oświadczenie majątkowe Burmistrza jest [przynajmniej w części] kłamliwe i / lub stanowi poświadczeniem nieprawdy, ale - co ważniejsze - rodzi się pytanie o to czym się inkryminowany osobnik kieruje przygotowując "Szanownym Rajcom" ciekawostki finansowe w postaci kolejnych uchwał skoro tak prosta rzecz jak "Oświadczenie majątkowe" wypełniane jest bardzo "chonorowo"?
By zakończyć czymś optymistycznym kilka cytatów [wybranych] z Głównego Winowajcy w Naszym Otoczeniu:
Pan Prezes robi dobre klimaty w naszą stronę. [sesja - odpowiedź na głos Villi D.]
Musimy zastosować te same predyspozycje dla dzieci. [sesja - przy okazji tematu o dodatkowych miejscach w przedszkolach]
Nie mają standartów by posłać dziecko do przedszkola. [komisja - jak wyżej]
Ta propozycja nobilituje Gminę do takich wyzwań. [komisja - jak wyżej]
/ Autor zaprasza na swoją stronę www.siegersraum.com... /
|